Paterson

Paterson (Adam Driver) mieszka w Paterson i jest kierowcą miejskiego autobusu. Jest życiowo spełniony. Uwielbia i bezwarunkowo kocha swoją żonę Laurę (Golshifteh Farahani), która codziennie znajduje dla siebie nowe hobby, tworząc jednocześnie nowy plan na przyszłość. Paterson w każdej wolnej chwili w pracy pisze wiersze, które zachowuje tylko dla siebie, a wieczorami udaje się na spacery z psem kończące się w jednym z lokalnych barów. Tam spotyka całą plejadę mieszkańców – od barmana tworzącego swoją ścianę sławy, przez aktora, który nie wiadomo, kiedy wciela się w jakąś postać, a kiedy nie, po zazdrosnego kolegę z pracy. Każdy dzień naszego bohatera wygląda tak samo.

 

Jarmusch, jak zawsze, udowadnia, że w przeciętności, czy w ogóle naszej codzienności, potrafi być coś niesamowitego, nieuchwytnego. Moglibyśmy uważać Patersona za nieudacznika, niezbyt zdolnego poetę, który ma szajbniętą żonę, a codzienne smutki zapija kieliszkiem whisky w okolicznym barze wraz z grupą podobnych jemu dziwaków. Ale w jakiś prosty, dobry sposób podziwiamy go za to, kim jest. Żyje w zgodzie ze sobą. Niekiedy idzie na ustępstwa w swoim związku, bo widocznie jego miłość jest o wiele silniejsza niż nowe, szalone pomysły Laury. Poza tym, co w tym złego, że codziennie zastaje kolejny innowacyjny wzór na zasłonach, czy zmienione poduszki na kanapie? Jemu to nie przeszkadza, a ją uszczęśliwia. Nie jest problemem zaakceptowanie małych wariactw. Codziennie pisuje wiersze w swoim dzienniku, jednak gdy partnerka namawia go na pokazanie twórczości światu, grzecznie się godzi, pomimo że wcale nie ma na to ochoty.

paterson2_h_2016

Amerykanin pokazuje, ile jest małych rzeczy, dla których warto żyć. Każdy z bohaterów, nawet tych epizodycznych, czerpie radość i szczęście z prostych spraw, które dla nas na co dzień wydają się błahe i bez polotu. Nawet kolekcjonowanie wycinków z gazet dotyczących gwiazd związanych z miasteczkiem ma w sobie coś intrygującego. W tym wszystkim nie sposób nie odnaleźć pewnego rodzaju magii. Jak w momencie, w którym Paterson zupełnie przypadkiem, bo na ławce w parku, poznaje Japończyka kochającego tego samego poetę, co on. Czy nie dla takich chwil warto być?

Driver doskonale współgra z poetyką reżysera. Nieco niezgrabny w ruchach z nieśmiałym uśmiechem rozumie jego ekscentryczne poczucie humoru. Gdy na ekranie pojawiają się słowa Rona Padgetta odczytywane przez aktora, zdają się one być najczystszą poezją, mimo, że początkowo trudno jej formę zaakceptować.

Bohater Jarmuscha nie znajduje się na żadnym życiowym zakręcie, nie zmienia swojej drogi, nie doznaje wewnętrznej przemiany. Jest pogodzony, szczęśliwy, nie narzeka na rutynę. To bohater dobroduszny, przyzwoity i cnotliwy. A przy tym nie ma w sobie nic z miernoty. Każdy z nas powinien być takim Patersonem – znajdować szczęście w codzienności, stawiać najbliższych na piedestale i zachowywać spokój ducha. Czyż nie to właśnie jest radością życia?

Film oceniam na ⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐

Autor : Łukasz Spich

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: